Remik Chudaś/ Włochy

Cześć!

Nazywam się Remik Chudaś i jestem wolontariuszem Stowarzyszenia dla  Dzieci i Młodzieży SZANSA w  Głogowie. Chcąc rozwinąć horyzonty wolontariackie, zdecydowałem sie na wyjazd do Włoch, gdzie jako wcześniejszy praktyk innych akcji Programu MŁODZIEŻ podjąłem się wyzwania pt. EVS!!! Projekt “Szkoła + Szkoła” (IT-150-2003), koncentrował się głównie na pomocy dzieciom i  organizowaniu im czasu pozaszkolnego. Moim głównym zadaniem było wspólne z dziećmi odrabianie lekcji, organizowanie gier i zabaw , ale przede wszystkim zachęcanie i argumentowanie, że nauka jest inwestycją która w życiu pomaga i przynosi zyski.

Gwoli wyjaśnienia czym jest Wolontariat Europejski programu “Młodzież”, pozwalam sobie umieścić fragmenty ogólnego zarysu, zaczerpnięte właśnie ze strony www.youth.org.pl. Po wszystkie niezbędne szczegóły formalne, odsyłam Was bezpośrednio na wyżej zapisaną stronę.

Uważam, że podejmując się wolontariatu, wchodzimy w obręb specyficznej grupy. To grupa osób, które chcą pomagać a poprzez taką aktywność, rozwijają swoja osobowość, nabierając nowego doświadczenia- to już masz napisane identycznie na samym początku!!!. To w skrócie powoduje, ze wolontariat, staje się wyjątkową forma samoedukacji wynikającej z własnej woli a nie nakazu.

Chciałbym opisać kilka najważniejszych działań, których podejmowałem się przez 12 miesięcy w ramach mojego projektu.

Miałem  przyjemność poznania wielu wolontariuszy z całej Europy i  jestem utwierdzony w przekonaniu  o indywidualności każdego z projektów.  

Znajomość języka, jest podstawowym elementem ułatwiającym rozpoczęcie aktywności. Podstawą mojej komunikacji na początku był język angielski. Ponieważ w najbliższym otoczeniu (czyli stowarzyszeniu) mogłem  się komunikować w tym języku tylko z trzema osobami, tak więc od pierwszych dni zmobilizowałem siły do jak najszybszego opanowania jezyka włoskiego.

W kolejnym miesiącu pobytu w stowarzyszeniu rozpoczęliśmy kolonie letnią “Luglio Insieme”.

W tym czasie prowadziłem zajęcia z języka angielskiego oraz indywidualne lekcje muzyki. Zaproponowałem również utworzenie dokumentacji fotograficznej, której rezultaty wiszą w obrazach do dziś w głównym holu stowarzyszenia. Rezultatem powyższych działań twórczych, było odnalezienie i poznanie lokalnych wolontariuszy a w dalszej drodze ich uczestnictwo w międzynarodowej wymianie młodzieżowej. Przygotowanie uczestników jak i przekonanie zarządu, że taka aktywność międzynarodowa jak Międzynarodowa Wymiana Młodzieży jest z pożytkiem dla organizacji, ku mojemu zaskoczeniu nie była łatwa. Zarząd stowarzyszenia z 20 letnią historią funkcjonowania ma swoje utarte drogi, z których wyprowadzić nowa ścieżkę zajmuje swój proporcjonalny czas.  

Każdy kraj ma swoja niepowtarzalną specyfikę. Zaczynając od kurtuazyjnego przywitania, dialektu, tradycji kuchennych czy modelu załatwiania spraw.

Nawet jeśliby się wydawało, że ma się wiedzę na temat danego kraju, to tak naprawdę dopiero realia pobytu i współdziałania z “tubylcami” dają możliwość ich weryfikacji.

Na początku września 2004 roku, członkowie stowarzyszenia skoncentrowali siły na dorocznej prezentacji swego dorobku. Czterodniowa impreza odbyła się w tzw. “Zielonym Parku”. Od początku swojego działania zajmowałem się prowadzeniem dokumentacji fotograficzno-komputerowej, tym samym przygotowanie wystawy przypadło właśnie mi. Intensywne działania od rana do nocy, pomogły mi poznać bliżej osoby związane ze stowarzyszeniem. Później zaczęła się szkoła, a tym samym przyszedł czas na rozpoczęcie realizacji głównych celów w ramach mojego projektu. Stowarzyszenie w którym działałem zajmowało się pomocą uchodźcom zamieszkującymi Quarrate. To właśnie ich dzieciom pomagałem w odrabianiu lekcji oraz uczyłem  ich obsługi komputera. Założyłem grupę filmową, gdzie wraz z dziećmi tworzyliśmy swoje mini produkcje filmowe. Kompletowałem materiały, które ułatwiły zgłębienie wiedzy z zakresu włoskiego systemu edukacyjnego. W późniejszym czasie dołączyłem się do projektu “Ritmondo”. Wraz z włoskimi przyjaciółmi, którzy profesjonalnie zajmują się muzyką, uczyliśmy dzieci i młodzież grać na instrumentach strunowych i perkusyjnych. Stworzyliśmy dziecięcy zespół muzyczny, który zaprezentował swoje umiejętności podczas imprezy otwartej dla miasta podsumowującej działania m.in. mojego stowarzyszenia. W między czasie przygotowywałem scenariusze do filmu dokumentalnego oraz na spot reklamowy. To właśnie materiały filmowe stały się wymiernym produktem, który uwierzytelnił w/w działania.

Często zdarza się, że dana organizacja ma więcej niż jednego wolontariusza z innego kraju w jednym czasie. Ja trafilem na wspólwolontariuszkę z Hiszpanii. Ku kolejnemu zaskoczeniu, pomimo braku barier językowych, do momentu gdy moja współwolontariuszka była stanu wolnego, była moim największym utrapieniem. Na szczęście z upływem czasu, było lepiej i lepiej… .

Powyżej opisałem moje działania w stowarzyszeniu, choć tak naprawdę, dalsze 16 godzin dnia jak i wolne weekendy tworzyły a raczej uzupełniały, pomagały realizować cel mojego projektu.

W pierwszych tygodniach po rozpoczęciu projektu, obraz Quarraty, czyli miasteczka w którym mieszkałem, jawił mi się jako wielki hotel rodzin z dziećmi. Miasteczka w którym młodzież już dawno uciekła. Na szczęście, było inaczej. Nawiązanie znajomości poza stowarzyszeniowych sprawiło,że miałem okazje grać w amatorskiej drużynie piłkarskiej, współtworzyć młodzieżowe programy telewizyjne oraz  przygotować wraz z harcerzami przedstawienie teatralne. Brałem czynny udział w życiu miasteczka pomagając współtworzyć inicjatywy kulturalne. Wyjeżdałem na koncerty, do studiów nagraniowych moich znajomych i przyjaciół. , zapraszany byłem na wspólne obiady, kolacje, imprezy itd. Ostatni tydzień pobytu we Włoszech, był jak nieprawdopodobny, cudowny sen.

Pożegnanie wolontariusza z Polski, który nie znał na początku języka włoskiego, nie potrafił zrobić dobrej pasty, nie jest zawodowym muzykiem ani szybkim piłkarzem.., trwały tydzień! Dzień po dniu inna grupa przygotowała dla mnie wieczór, wieczór pełen wrażeń. Ostatniego dnia, na lotnisko odwiozło mnie i żegnało  kilkanaście bliskich mi osób. 

Na koniec chciałbym wspomnieć o moich przyjaciołach z Polski oraz o bardzo ważnych wolontariuszach z innych krajów Europy, których miałem szczęście spotkać na swoje drodze  podczas opisywanego wolontariatu. To oni najbardziej rozumieli upadki i wzloty, które są nieodzownym elementem, …również European Voluntary Service.

                                                                                 Remik Chudaś

                                                                                  Ex-EVS (IT-150-2003)