Kasia Barankiewicz
Na wolontariat wyjechałam do Włoch ( Goriano Valli).
Przez 6 miesięcy mieszkałam w starym bardzo zimnym klasztorze ( bez zakonnic – oczywiście).
Podczas zimy temperatura w pokoju nie przekraczała 5C. A gorącą wodę mieliśmy 2 razy dziennie: rano i po południu po pracy. Ale ten fakt nie był minusem mojego wolontariatu, bowiem ważniejsze jest jak go przeżyłam wewnętrznie. I w tym punkcie rzeczywistość była o wiele bogatsza niż w strefie materialnej mojego projektu. Razem ze mną na wolontariacie było 2-ów wolontariuszy węgierskich (małżeństwo), dzięki nim przeżyłam!
Może napisze, co należało do moich obowiązków:
- codziennym obowiązkiem było karmienie zwierząt (rano, po południu i wieczorem)
- przygotowywanie śniadania i innych posiłków (nauczyłam się szybko kroić marchewkę- hhii- może mi się to do czegoś przyda w życiuJ)
- malowanie krzeseł, stołów (oczywiście najpierw należało wyczyścić je dokładnie papierem ściernym) – według mnie to było najfajniejsze
- grabienie kamieni! I tu było ciekawie!
Co miesiąc odbywały się wokcampy, więc nie byliśmy sami. Pomimo tego, iż Gorano Valli to miejsce odizolowane od reszty świata, poznałam wiele osób!
Cieszę się, ze wybrałam ten projekt - choć prawdę mówiąc był to pierwszy i ostatni raz, ekologia nie jest moja ulubioną dziedziną!
Zmieniłam swój pogląd na życie.
 
Kasia Barankiewicz