
Witam
Droga była długa, choć wcale nie kręta, bo praktycznie 2 organizacja, z którą nawiązałam kontakt została moja organizacja wysyłającą. Pomogli mi w wyborze projektu, utrzymywali na bieżąco kontakt.
Kiedy jechałam trochę się obawiałam ze nikt po mnie nie wyjdzie, ale oczywiście wyszedł:)
Z dworca we Frieburgu odebrał mnie mój mentorMiejscem mojego wolontariatu było Sanatorium Tannenhof w Todtnauberg. Miejsce położone w wysokim Szwarcwaldzie, piękne po prostu.
Przywitano mnie bardzo serdecznie. Na początku miałam nie za przyjemne mieszkanie a właściwie pokój na poddaszu, potem dostałam mieszkanie w sanatorium a potem wynajęli mi i niemieckiej wolontariuszce mieszkanie we wsi.
Mój dzień w sanatorium zaczynał się o 8.15 ,mieliśmy tzw. TEAM rozmawialiśmy o dzieciach i rodzicach przebywających w sanatorium, planowaliśmy turnusy. Następnie rozchodziliśmy się do grup, do naszych podopiecznych było ich pięć, zróżnicowanych wiekowo. Ja zajmowałam się tylko dziećmi. Robiliśmy wycieczki ogniska, zawody malowaliśmy się farbami, pomysłowość dzieci nie ma granic a tu akurat było mnóstwo możliwości. Ja bawiłam się razem z nimi i to było cos naprawdę super.
Razem ze mną było tam jeszcze 4 wolontariuszy 2 niemieckich,jeden Hiszpan i jeden chłopak z Łotwy razem organizowaliśmy swój wolny czas jeździliśmy na wycieczki, robiliśmy sobie ogniska, imprezki, itd.
Co do nauki języka to chciałam jechać do kraju niemieckojęzycznego, ponieważ uczyłam się już wcześniej tego języka i chciałam zobaczyć na ile go umiem i nauczyć się go w miarę dobrze, 2 razy w tygodniu jeździłam na kurs do Freiburga oczywiście, co miesiąc kupowałam sobie Regiokarte, za którą zwracano mi pieniądze. Karta umożliwiała mi poruszanie się po okręgu, w którym mieszkałam.
Wyjazd dał mi trochę czasu żeby się zastanowić co dalej ze sobą zrobić, dał doświadczenie, i nowe umiejętności. Cieszę się ze udało mi się skorzystać z możliwości wyjazdu na EVS gdybym mogła, wyjechałabym jeszcze raz!!!





