Wigilia 2006

To już polski zwyczaj, że przed rodzinną Wigilią ludzie, którzy pracują razem, przyjaźnią się spotykają się, aby złożyczyć sobie  bożonarodzeniowe życzenia. Zatem grupa warszawska podążając śladem obyczaju 16 grudnia 2006 spotkała się w mieszkanku „przyjaznej Trampolinie Cioci” przy wigilijnym stole. Po połamaniu się opłatkiem zaczęliśmy wspólnie przygotowaną ucztę. Zatem była pyszna kutia zrobiona przez Kinię S. groch z kapustą (znany niektórym dotychczas tylko z powiedzenia) przygotowany przez Antylopę, zakupione przez Słowika pyszne śledzie, Daria ugotowała wyśmienity gar barszczu czerwonego, do tego Magda zrobiła krokiety z kapuchą i grzybami (które niektórzy pomylili z rybą), a na deser wyśmienity piernik wypieczony przez mistrza kuchni warszawskiej Trampoliny – Adasia. Gdy brzuchy były już pełne rozpoczęliśmy kolędowanie, przy świetle świec niczym na tajnych kompletach wyśpiewywaliśmy Bóg się rodzi i cichą noc, a także z podziałem na głosy pieśń Bracia patrzcie jeno (na szczęście sąsiedzi są Trampolinie nie mniej przychylni niż Ciocia). Gdy już sąsiedzi za ścianą i Bóg w niebie usłyszeli nasze radosne głosy, przybył do nas Mikołaj, a nawet dwa. Każdy dostał mały upominek, ale konieczne było zaśpiewanie piosenki, powiedzenia wierszyka lub wykonanie ćwiczenia.
        Warto wspomnieć, że o zachowaniu tradycyjnej postawy przy stole przypominała nam Kinia, która o obyczajach polskich wie prawie wszystko (dzięki swoim studiom). Dlatego też nie zabrakło czystego naczynia, które zajął niespodziewanych gości (miły, samotny tego wieczoru sąsiad z XIII piętra – Konstanty oraz Trampolinówka z Krakowa - Monika).