Mukaczewo- miejskie serce gór

Kilka dni temu dobiegła końca wymiana polsko-ukraińsko-niemiecka. Miała ona miejsce w niezwykle malowniczej scenerii- w mieście Mukaczew, które z każdej strony otoczone było górami. W hotelu „Czarna Gora” spotkali się uczestnicy z państw o odmiennych kulturach, zwyczajach i temperamentach. Wydawać by się mogło, że jesteśmy sąsiadami, a swobodny przepływ informacji przez internet również przyczynia się do zaniku różnic międzykulturowych- nic bardziej mylnego. Wychowanie prędzej czy później daje o sobie znać, dlatego też również nasze seminarium obfitowało w wiele ciekawych, czasem kłopotliwych, ale głównie zabawnych zdarzeń.
Innowacją naszej wymiany było to, że odbywała się ona w trzech językach narodowych- polskim, ukraińskim i niemieckim. Każdy kto miał już wcześniej doświadczenie z językiem obcym, wie, że najtrudniej odnaleźć się w gąszczu związków frazeologicznych, powiedzeń i mowy potocznej. Ta reguła znalazła potwierdzenie również u nas. W trakcie prezentacji polskiej grupy doszło do zabawnej pomyłki- okazało się, że po przetłumaczeniu na ukraiński polskiego zwrotu „burza mózgów” stał się on „brakiem rozumu”. Od tego momentu wszyscy staraliśmy się ograniczyć używanie frazeologizmów i innych przysłów, ponieważ o ile to zdarzenie było zabawnym incydentem, o tyle zdawaliśmy sobie sprawę, że mogłaby mieć miejsce sytuacja, gdzie niezrozumienie doprowadziłoby do konfliktu.
Kolejną ciekawostką, która wynikała z mówienia w językach narodowych był dość specyficzny akcent w języku rosyjskim (należy tutaj wyjaśnić, że część ukraińskich uczestników przybyła z Krymu, dlatego łatwiej było im się komunikować między sobą w języku rosyjskim). W momencie stworzenia międzynarodowych grup tematycznych, uczestnicy polscy i ukraińscy nie mogli się porozumieć, ponieważ Polacy uważali, że Ukraińcy cały czas na nich krzyczą. Na nic zdały się wyjaśnienia osób postronnych, że cała sytuacja bierze się nie z niechęci uczestników, tylko ze specyfiki ich mowy. Przekonanie o tym, że osoby z grupy krzyczą było tak wielkie, że uniemożliwiło wspólna pracę zespołowi.
Wiele emocji wzbudzało również dość „elastyczne” podejście Ukraińców do prawa. Mamy tu na myśli mieszkańców Mukaczewa. Koszty przejazdu taksówką uzależnione były od tego kto nią podróżował. W momencie, kiedy kierowca usłyszał język niemiecki podnosił stawkę przejazdu kilkakrotnie. Na nic zdawały się protesty- byliśmy gośćmi w ich kraju i musieliśmy się dostosować do panujących tam reguł. Również wszechobecne przekonanie, że władza leży w rękach bogatych, a głos przeciętnego obywatela nie posiada znaczącej wagi, dawało się odczuć w trakcie rozmowy z mieszkańcami miasta. Należy tutaj podkreślić, że dalecy jesteśmy od krytyki Ukrainy, wręcz przeciwnie. Wspominamy o tym, żeby uświadomić ludziom, że kraj Tarasa Szewczenki i kozaków cieszy się niepodległością od 17 lat, co więcej zjawisko demokracji znajduje się w fazie „niemowlęcej”, ponieważ tak naprawdę pojawiło się ono z końcem 2004 roku, z dojściem do władzy „pomarańczowych”. Dlatego też upłynie jeszcze wiele lat zanim ludzie przestaną się bać i zaczną odważnie walczyć o swoje prawa. Poruszenie aspektu politycznego również wiązało się z naszą wymianą, ponieważ Ukraińcy byli zaangażowani w sprawy swojego kraju, co z kolei wiązało się z tym, że wielu osobom kojarzyło się to ze zjawiskiem nacjonalizmu. Jednak po uświadomieniu sobie sytuacji, jaka ma miejsce w tym kraju, wydaje się dość krzywdzące.
Jeśli chodzi o samych uczestników- ich sympatie i antypatie- to nie udało się uniknąć (przynajmniej nie do końca) tego, że trzymali się oni raczej „ze swoimi”. Co prawda podejmowane były próby integracji, jednak kończyły się one z różnym skutkiem. Po pierwsze bariera językowa (Niemcy mówili po niemiecku, Polacy po polsku i po niemiecku, a Ukraińcy po rosyjsku i ukraińsku), której nie udało się zniwelować tłumaczom, gdyż obecność osób trzecich przeszkadzała w nawiązaniu bliższych więzi, po drugie temperament uczestników i ich sposób patrzenia na świat. Należy podkreślić, że w trakcie seminarium narodziły się również znajomości międzynarodowe, jednak w porównaniu do więzi jakie utworzyły się w grupach narodowych, stanowiły one zdecydowaną mniejszość. Jednak nie wynikało to ze wzajemnej niechęci czy też uprzedzeń, wręcz przeciwnie- wszyscy uczestnicy byli bardzo otwartymi, sympatycznymi ludźmi- jednak zbyt krótki okres czasu spowodował, że lęk przed wypowiadaniem się w języku obcym, który towarzyszy chyba wszystkim narodowościom, uniemożliwił pełną integrację.
Opisując nasz pobyt w Mukaczewie nie sposób pominąć komunikacji miejskie. Każdy pamiętać będzie słynne „marszrutki”, w których przyszło nam podróżować w dość „specyficznych” warunkach ( temperatura blisko 40 0  C, a w około 14-osobowym pojeździe znajduje się blisko dwukrotnie większa ilość) oraz kolej, gdzie nie było podziału na przedziały, a w wagonach siedzenia spełniały rolę kuszetek. Przez całą podróż nie mogliśmy się nadziwić tym przedziwnym pojazdom.
W kilku słowach nie sposób opisać wszystkiego co miało miejsce w trakcie wymiany. Jedno jest pewne- takie wyjazdy w dużej mierze pozwalają lepiej poznać siebie. Często nie zdajemy sobie sprawy jak zachowalibyśmy się w zderzeniu z inną kulturą i zwyczajami. Niejednokrotnie nie uświadamiamy sobie, że w powiedzeniu „co kraj to obyczaj” jest tak wiele prawdy. Jednak wszędzie są ci sami ludzie, którzy maja te same marzenia i problemy, którym nie obce są uczucia, które nas dotykają. Dlatego warto brać udział w takich przedsięwzięciach, ponieważ całe lata nauki o innym kraju nie daje nam tyle co obcowanie z jego mieszkańcami. A każdy wyjazd wiąże się z nauką i doświadczeniem, które z pewnością zaprocentuje w przyszłości.

Anna Mateusiak