b
...SERWY, 17 września 2006... r
.
No i zaczęło się… długo wyczekiwana podróż na Podlasie rozpoczęła się w Warszawie, skąd ruszyliśmy do Serw nieopodal Augustowa. Jesteśmy tu w gronie (ex)wolontariuszy i przygotowujemy się do „zaatakowania" podlaskiej młodzieży wiadomościami na temat wolontariatu europejskiego. Pogoda super, okolice piękne. Wczorajszy i dzisiejszy dzień spędziliśmy głownie na pracy koncepcyjnej i poznawaniu siebie nawzajem. Omówienie trasy, oklejenie busów logiem projektu „Podlasie na trasie”, wspomnienia z własnych projektów, przygotowanie materiałów i prezentacji zajęły niemal całą sobotę. Fajnie było zanurzyć się znowu w przeżycia i wrażenia z wolontariatu… dla jednych mniej, dla drugich bardziej odlegle w czasie, ale dla wszystkich wciąż żywe i bardzo ważne. I chyba dla tego tutaj jesteśmy.
Niedziela pozwoliła nam pospać trochę dłużej i zaczęliśmy przygotowania do prezentacji na jutrzejszą przedpołudniową wizytę w szkole w Sejnach i popołudniowe show w auli widowiskowej w Augustowie. Jednocześnie spotkamy się z młodzieżą w sześciu różnych klasach. Wspólnie doszliśmy do przekonania, że bazą do prezentacji są nasze osobiste doświadczenia z wolontariatu no i oczywiście improwizacja twórcza w zależności od tego, jaka reakcję wzbudzi w uczniach temat wolontariatu europejskiego. W Augustowie czeka na nas większe przedstawienie przed liczniejszą publicznością. Planujemy pomieszać formy; trochę filmu, trochę teatru i kabaretu:-). W zasadzie trudno mi sobie wyobrazić ten jutrzejszy dzień, jedno wiem na pewno będzie baaaaaardzo intensywny i mam nadzieje mocno i pozytywnie naładuje nas na kolejne dni. jutro zdamy relację z naszych pierwszych dokonań:).
na razie!
...SEJNY - AUGUSTÓW, 19 września 2006...
bb
Pierwszy „prawdziwy” dzień, czyli nasze pierwsze prezentacje. Ale po kolei: wczesna pobudka, wszyscy zaspani, duże ilości kawy. Trzeba być na czas, więc wyruszamy również wcześnie, o 8.30. Już w Sejnach mylimy szkoły. Miasto jest na tyle duże, że znajdują się tu zespoły szkół - na szczęście znajdują się one niedaleko siebie i dzięki temu nie mamy pierwszej wpadki.
Szkoła jest duża, podczas przerwy przez korytarz przewija się wielu młodych ludzi, którzy spoglądają na nas z zainteresowaniem - zapewne nieczęsto odwiedzają ich obcy ludzie obładowani plakatami.
Mamy sześć klas, w których w tym samym czasie mamy zaprezentować, czym jest Wolontariat Europejski i dlaczego warto na niego jechać. Dzielimy się na jedno- i dwuosobowe zespoły, które ruszają do „boju”. Mimo lekkiej tremy stwierdzamy, że wyszło nam całkiem dobrze, choć trochę nas zaskoczyło, że przed nami będą siedziały nie osoby mające 17-18 lat, tylko szesnastoletni pierwszoklasiści .
Po Sejnach pojechaliśmy do Augustowa. Mieliśmy chwilkę wolnego czasu - zjedliśmy obiad, wymieniliśmy między sobą pierwsze wrażenia i pospacerowaliśmy nad Kanałem Augustowskim.
Do Augustowskiej Akademii Edukacji dotarliśmy już bez problemów. Mieliśmy również sporo czasu, by spokojnie przygotować się do prezentacji i wszystko jeszcze raz omówić. Tym razem prowadziliśmy całość wszyscy razem - z podziałem na „role” - na dużej sali, na którą dotarło ok. 30 osób. Rezultat - świetny, choć postanowiliśmy wprowadzić kilka ulepszeń do całości. Czekamy na kolejny dzień.
Z pozdrowieniami trasy
Ekipa (ex)wolontariuszy.
...MOŃKI - ŁOMŻA, 20 września 2006...
Wiecie jak smakują żydowskie „Cymes Świąteczny”, albo „Kreplech”?
Cudownie, szczególnie w Tykocinie, gdzie spędzaliśmy popołudnie w drodze z Moniek do Łomży
Ale po kolei.
Pobudka była bardzo drastyczna, gdzieś w okolicach szóstej nad ranem. Słoneczko wstawało, mgła powoli podnosiła się znad podlaskich równin, a my ruszaliśmy w stukilometrową trasę przez Augustów do Moniek. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie droga zaznaczona na mapie, jako dość poważna żółta trasa, a w rzeczywistości szosa bardzo podrzędnej jakości. Doprowadziła nas ona, narażając nasze głowy na częsty kontakt z dachami naszych busów, prosto pod szkołę. W małej sali gimnastycznej zebrało się grono około 25 młodych osób, w 99% płci żeńskiej. Dziewczyny już miały do czynienia z wolontariatem, tyle że na poziomie swojego miasteczka. Po krótkim wprowadzeniu przeszliśmy do bardzo owocnych i mniej formalnych rozmów w podgrupach...
Tykocin ugościł nas smaczną kawą oraz kuchnią żydowską. To był bardzo przyjemny przystanek na naszej dzisiejszej trasie do Łomży. Tam w Miejskim Domu Kultury – Domu Środowisk Twórczych, porą popołudniową, po raz pierwszy z profesjonalnym rzutnikiem i nagłośnieniem, odbyła się prezentacja EVSu dla niewielkiej, aczkolwiek bardzo zaangażowanej grupki młodych ludzi, gdzie proporcje między płciami (pewnie nie po raz ostatni) wyniosły 1:2 dla dziewczyn.
W Łomży słońce już powoli chowało się za horyzontem, kiedy wyjechaliśmy na kolejną stukilometrową trasę, w kierunku Bielska Podlaskiego - tam mieliśmy nocować.
A teraz wykończeni czekamy na kolację, w hotelu, który udaje porządny, a tymczasem pokój z przysnicem okazuje się pokojem z prysznicem ... w dosłownym tego słowa znaczeniu (kabiną wstawianą tuż obok łóżek).
Po prostu tacy pomysłowi ci Podlasianie!
b
...BRAŃSK - BIELSK PODLASKI, 21 września 2006...
b
Mittwoch… Nach einem schmackhaften Frühstück fahren wir nach Brańsk. Die Stimmung im Minibus (zumindest in unserem) ist sehr gut, es wird laut gesungen und wild mit den Haaren gefuchtelt, zu Liedern wie „I need a hero!“. In Brańsk präsentieren wir den Freiwilligendienst in der Sporthalle einer Schule. 90 Jugendliche zwischen 16 und 19. Unsere Präsentation läuft ganz gut, die Teenager hören uns zu, doch als dann die Zeit kommt, um Fragen zu stellen, zeigt sich, dass nur ein kleiner Teil dieser großen Gruppe WIRKLICH Interesse an einem Freiwilligendienst im Ausland hat. Diese Personen erhalten dann aber in persönlichen Gesprächen alle wichtigen Infos und Antworten auf ihre Fragen.Danach fahren wir (nun wegen Müdigkeit ohne Gesang) gleich weiter nach Bielsk Podlaski. Hier sind wir mit dem Direktor einer weißrussisch- polnischen Schule verabredet, der uns in 2er Gruppen in verschiedene Klassen des Abiturjahrganges führt. Hier ist es schon leichter die Jugendlichen zu informieren, da die Anzahl der Schüler, mir denen wir sprechen geringer ist und ihre Fragen direkter und offener. Außerdem stehen alle kurz vor dem Abitur, planen ihre Zukunft und da kommen wir mit unseren Vorschlägen gar nicht so ungelogen. Den Nachmittag haben wir frei, fahren ins Hotel. Essen. Hier erfahren wir, dass es hier überhaupt keine Gerichte ohne Fleisch für unsere Vegetaria gibt und entscheiden uns demnächst woanders zu essen. Natürlich besprechen wir auch die vergangenen und kommenden Tage und kommen zu dem Ergebnis, dass wir mit unserer Arbeit ganz zufrieden sind J. Nach einem Bierchen in einer Kneipe, die von oben bis unten mit Bildern von Lenin und anderem kommunistischen Requisiten beklebt ist, ist dann auch Zeit zum schlafen…
b
...HAJNÓWKA - BIAŁOWIEŻA, 22 września 2006...
bb
Czwarty dzień naszego „nauczania” spędziliśmy w Hajnówce.
Od porannych kropel rosy na trawie w parku wiedziałam, że będzie to piękny dzień.
I był.
Nie tylko dlatego, że przyniósł nam wolne popołudnie… Ale zacznę od początku. Noc spędziliśmy w Hotelu Orzechowskiego (w skrócie HO). Na śniadanie przybyli specjalni goście. Mieli ochotę poczęstować się żółtym serem i przeglądnąć się w lustrze, niestety Pan kelner wyniósł ich w ręku do kuchni.
Postanowiliśmy nie trzymać tej nowiny tylko dla siebie i podzielić się nią z lokalną stacją Sanepidu. W końcu jakość usługi to ważna rzecz, nawet jeśli jest się monopolistą.
Po spełnieniu społecznego obowiązku wyruszyliśmy do szkoły.
Na miejscu stanęliśmy twarzą w twarz z około dwustuosobową grupą (Tatiana jak zwykle przeliczyła skrupulatnie naszych odbiorców). Lubimy wyzwania, więc szybko przeszliśmy do działania. Nasze pogodne twarze i donośne głosy ( i gwizdy :-)) pomogły opanować wrzącą krew nastolatków.
Jak się okazało na terenie szkoły działa Szkolny Klub Wolontariatu, którym bardzo sprawnie zawiaduje Pani Bibliotekarka. Zaciekawiona naszą opowieścią i wdzięczna za przybycie uraczyła nas kawą i opowiedziała o swoich wolontariuszach. Pierwszy raz spotkaliśmy się z taką gościnnością ze strony Ciała Pedagogicznego, co, nie ukrywajmy, bardzo nas ucieszyło.
Młodzież też wydawała się być zainteresowana, choć nie wiem, ile w tym było materialistycznej chęci posiadania długopisu i ulotki, a ile zaciekawienia główną ideą.
Pożegnawszy się wylewnie ze wszystkimi wyruszyliśmy w stronę Białowieży, by tam spędzić nasze upragnione wolne popołudnie. W rezerwacie okazało się, że zwierzęta również mają wolne i bynajmniej nie mają ochoty z niego rezygnować tylko dlatego, że przyjechaliśmy. Towarzystwo było raczej zaspane i ukrywało się w cieniu drzew zupełnie ignorując nasze zaczepki.
Najaktywniejsze okazały się dziki, które zaprezentowały się całą rodziną oraz przystojny żubroń.
Dzień zakończyliśmy w lokalnym barze grając w bilard i przegryzając pizzę.
Na moją upragnioną od dawna Mafię znowu nie starczyło niestety energii…
b
...MICHAŁOWO - SUPRAŚL, 23 września 2006...
b

Piątek – ostatni dzień „normalnych” prezentacji. Pierwszy przystanek – Michałowo. Dzielimy się na trzy ekipy i wchodzimy do liceum opowiadać o wolontariacie maturzystom. Po prezentacjach i krótkich indywidualnych rozmowach wskakujemy do busów i jedziemy szybko w kierunku Supraśla, gdzie czeka na nas już miejscowy dom kultury. Małe kłopoty z jego zlokalizowaniem sprawiają, że na prezentację wpadamy nieco spóźnieni. Na szczęście ekipa jest już zgrana, więc szybciutko radzimy sobie z przygotowaniem sali i sprzętu. Tym razem mamy profesjonalne nagłośnienie, więc zaczynamy od filmu. Potem publika złożona głównie z uczniów miejscowego liceum plastycznego uczestniczy w quizie „gdzie pracowaliśmy jako wolontariusze” (najwięcej kłopotu sprawia język krymskotatarski i ponownie duński), wysłuchuje prezentacji głównej (tym razem prowadzonej przez Brydkę) oraz doświadczeń wolontariackich Moniki. Potem na rozgrzewkę i by się nieco ożywić bawimy się w wyścigi konne, a na końcu wyświetlamy nasz ulubiony film o wolontariuszach pracujących w Polsce.
Po prezentacji, rozdaniu ulotek i rozmowach z najbardziej zainteresowanymi licealistami zjadamy pyszny obiad w miejscowej restauracji - makarony w różnych kombinacjach i deser lodowo-szarlotkowy zaliczmy do dwóch najsmaczniejszych posiłków naszego wyjazdu. Najadamy się tak, że przez chwilę tracimy ochotę na wszelki ruch. W końcu jednak następuje mobilizacja i ruszamy zwiedzać monastyr prawosławny w Supraślu. Oprowadza nas po nim miejscowy, bardzo sympatyczny mnich. Wysłuchujemy historii zgromadzenia, oglądamy małą i dużą cerkiew, dowiadujemy się ciekawostek na temat prawosławia (dlaczego mnisi prawosławni noszą długie brody i długie wąsy, dlaczego nie jedzą mięsa, co trzeba zrobić, by zostać mnichem, jak odbywa się prawosławny chrzest itp.). Na pożegnanie zostawiamy parę złotych na dokończenie odbudowy cerkwi głównej i ruszamy do Białegostoku. Jadą z nami dwie wolontariuszki z Niemiec, które poznałyśmy w Supraślu. Dziewczyny właśnie przyjechały do Polski, żeby Podlasiu pracować z dziećmi. Po przyjeździe do Białegostoku lokujemy się w hotelu i zjadamy kolację (ale bez entuzjazmu, bo wszyscy jeszcze czują smak bezkonkurencyjnego obiadu z Supraśla). Wieczór spędzamy w dwóch grupach: pierwsza próbuje swoich sił w bilardzie, druga udaje się na tańce.
b
...BIAŁYSTOK, 24 września 2006...
bbb
Sobota… Jak na weekend przystało dostajemy pozwolenie na dłuższe spanie i późniejsze śniadanie.
Nasze dzielne busy mkną przez Białystok.
Dzięki charakterystycznym szyldom „Obuwie Włoskie” docieramy na Rynek Kościuszki. Zajmujemy kawałek chodnika między Muzeum a fontanną, na centralnym placu miasta.
Słonko świeci.
Rozpakowujemy ulotki, plakaty, flagi, banery. Dzięki znajomościom Brydki mamy nawet stolik i dwa stołki. Gra muzyka. Niektórzy żonglują i kręcą pojami. Jesteśmy głośni i kolorowi. Widać nas. Ludzie podchodzą, my ich zagadujemy, opowiadamy o wolontariacie. Nasze oceny wieku potencjalnych wolontariuszy czasami są błędne. Dzięki temu nawet trzynastolatkowie wiedzą jak wyjechać na wolontariat. Tygodniowy trening zrobił swoje i każdy z nas doskonale sobie radzi z opowiadaniem o wolontariacie. Zainteresowanie jest duże. Młodzi ludzie chętnie nas słuchają. Przyjeżdża specjalnie do nas Ewa, która w ramach swojego Kapitału Przyszłości robi film o byłych wolontariuszach.
Słonko ciągle świeci.
Tak mijają nam 4 godziny na Rynku Kościuszki w Białymstoku. Jesteśmy zadowoleni z tego dnia. Był trochę inny niż wszystkie – nie mieliśmy z nikim umówionych spotkań, byliśmy na dworze, rozmawialiśmy z przypadkowymi przechodniami. Ale robiliśmy dokładnie to samo co przez cały tydzień, zarażaliśmy młodych ludzi wolontariatem.
A potem część nieoficjalna.
Odpoczynek w hotelu. Miła kolacja w centrum Białegostoku. Małe podsumowanie złotych myśli, które padły podczas tego tygodnia. A jest ich niemało. Być może nowi członkowie TRAMPOLINY… Powrót do hotelu. Po raz kolejny zajęcia w podgrupach. Jedni grają a inni ciężko pracują.
A potem - droga powrotna do domu. Jaka szkoda!....